Baza wiedzy

Szkolenia

Strategie & Techniki  PR & Wizerunek

Tematy zastępcze. Czym je zastąpić?

Marketing Polityczny, 30 września 2012 r.

Kiedy sprawa katastrofy smoleńskiej zniknie z pierwszych stron gazet?
Kiedy sprawa katastrofy smoleńskiej zniknie z pierwszych stron gazet?fot. Alan Lebeda/Wikimedia Commons

To, co dla jednych stanowi kolejny nawrót choroby pod tytułem ?temat zastępczy?, dla innych stanowi próbę rozwiązania istotnych ze społecznego punktu widzenia problemów. Dla wszystkich wzajemne oskarżanie się o próby narzucenia tematów zastępczych to samonakręcająca się spirala słownego terroryzmu, będąca przejawem próżniactwa i marnotrawstwa. Kiedy sprawa katastrofy smoleńskiej zniknie z pierwszych stron gazet? Ile razy będziemy jeszcze powracać do rozpraw na temat aborcji, eutanazji, in vitro i lustracji? O czym tak naprawdę powinni dyskutować politycy?

Tematy zastępcze należą do jednych z najczęściej nadużywanych narzędzi w polskim dyskursie politycznym. Pojawiają się tam, gdzie nie ma miejsca na dyskusje merytoryczne. O tym, czy dany temat można uznać za zastępczy, w dużym stopniu decyduje czynnik subiektywny i odczucie opinii publicznej. Można jednak również wyróżnić następujące czynniki mierzalne:

  1. Stopień realnego powiązania z obiektywnie istniejącym problemem społecznym
  2. Powtarzalność w wypowiedziach liderów partyjnych
  3. Powtarzalność w mediach

Nie trzeba być jajogłowym geniuszem, aby dostrzegać, że nasi politycy raczej rzadko dyskutują o wielkości wydatków na programy badawczo-rozwojowe, czy zawartości programów nauczania. Wątki naukowe, podobnie jak sprawy inwestycji infrastrukturalnych, w wypowiedziach polityków pojawiają się głównie w kontekście szukania winnych za dotychczasowe niepowodzenia. Wiadomości ekonomiczne natomiast przyjęły formę straszenia nadchodzącym kryzysem lub zachwalania dobrobytu (w co akurat trudniej jest uwierzyć, gdyż de facto mamy do czynienia z permanentnym kryzysem). Dlaczego tak się dzieje?

Jaki pan taki kram, czyli wyjście z ramy

Pierwsza hipoteza, jaka przychodzi na myśl, to niska jakość obecnych ?elit politycznych?, rozumianych jako grupa osób najczęściej pokazywanych i cytowanych w mediach. Politycy, których wybieramy do parlamentu, po prostu nie znają się na nauce, a brak specjalistycznej wiedzy praktycznie uniemożliwia im prowadzenie sporów natury merytorycznej. W ten sposób naturalnym obszarem aktywności dla parlamentarzystów staje się wyłącznie ideologia oraz spory interpersonalne.

Nominalnie jednak nasi parlamentarzyści wydają się być dobrze wykształceni – są wśród nich magistrzy, a nawet doktorzy rozmaitych nauk. Być może zatem to kwestia skrzywienia zawodowego? Przecież bycie parlamentarzystą stało się praktycznie zawodem, codzienne przesiadywanie w sejmowych ławach i ograniczenie kontaktów do stosunkowo wąskiego grona ?znajomych? (używając społecznościowej metafory), musi powodować zakrzywienie optyki postrzegania świata zewnętrznego i skupienie uwagi na problemach własnej, stosunkowo mało licznej (w porównaniu chociażby z nauczycielami, czy pielęgniarkami) grupy zawodowej.

Z tego punktu widzenia o ogólny niedostatek merytoryki trudno więc obwiniać konkretne ugrupowanie polityczne. Takie wyalienowanie decydentów ze społeczeństwa stanowi immanentną wadę tradycyjnej demokracji przedstawicielskiej, którą w dobie Internetu, e-votingu i portali społecznościowych coraz więcej osób uznaje za przeżytek i barierę w rozwoju (o nowych koncepcjach ustrojowych już wkrótce w MP ? przyp. mjk).

Podziel się
Przeczytaj również
Komentarze

Nasi partnerzy

© 2018 Fundacja Wspierania Inicjatyw Młodzieżowych 4YOUth. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydawca serwisu Marketing Polityczny na podstawie art. 25 ust. 1 pkt. 1 lit. b) ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631, Nr 94, poz. 658 ze zm.), wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów zamieszczonych na portalu www.marketingpolityczny.org jest zabronione.