Baza wiedzy

Szkolenia

Raport  Demokracja 2.0

Marketing polityczny przyszłości

Marketing Polityczny, 8 września 2012 r.

Najcenniejsze informacje niekoniecznie muszą pojawiać się w Internecie.
Najcenniejsze informacje niekoniecznie muszą pojawiać się w Internecie.fot. Stefan/flickr.com

Czy tego chcemy, czy nie – budujemy globalną cywilizację. Wydaje się, że większość wiedzy potrzebnej dojrzałym ludziom do życia, już znajduje się w Internecie. Niestety, to tylko pozory. Najcenniejszych w danej chwili informacji nigdy w sieci nie będzie, a te które będą się pojawiać, mogą mijać się z prawdą. Szczególnie, jeśli dotyczą polityki i biznesu. Co zatem robić, aby nie popaść w paranoję? Zaufać niezależnym specjalistom!

Internet, czyli masa vs. klasa

Pod koniec lat 80. amerykański biochemik i znany autor s-f rosyjskiego pochodzenia Isaac Asimov, obwieścił, że globalna sieć spowoduje rozkwit kultury wysokiej. Marzyła mu się wizja tłumów dzieci, biegnących w podekscytowaniu do biblioteki tylko po to, żeby czytać Bułhakowa w oryginale. Nie przyszło mu jednak do głowy, że większość ludzi będzie wolała spędzać życie na oglądaniu teledysków, internetowych memów, czy ekscytowaniu się plotkami z życia celebrytów.

Czy jest w tym coś dziwnego? Internet jest przecież zjawiskiem społecznym, a zatem i tu z łatwością można dostrzec działanie złotej „zasady Pareto”. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że 80 proc. treści dostępnej w sieci to papka dla mas, podczas gdy tylko 20 proc. to kultura wysoka, wiedza specjalistyczna lub informacje, które mają wymierną wartość rynkową.

Również zdecydowana mniejszość obywateli wykazuje zainteresowanie sprawami publicznymi, wykraczające poza czytanie nagłówków wiadomości na głównych stronach serwisów informacyjnych. Trudno jednak kogokolwiek za to obwiniać, nie zawsze wynika to z lenistwa. To świadomy wybór – życie obfituje przecież w inne, godne poświęcenia dziedziny, takie jak sztuka, nauka, czy miłość i seks. Na przemiany społeczne nie ma również sensu narzekać, ponieważ nie sposób ich zatrzymać. Tylko do czego to wszystko zmierza?

Globalny język memów, czyli nowa cywilizacja

Jak przekonuje prof. Michio Kaku, amerykański teoretyk fizyki japońskiego pochodzenia i niezwykły popularyzator nauki (którego wystąpienia na globalnym serwisie youtube biją rekordy oglądalności), ludzkość doświadcza właśnie tranzycji z cywilizacji typu 0, do cywilizacji typu I w skali Kardaszewa. Na kolejny poziom wkroczymy już pod koniec obecnego stulecia. Oznacza to m.in., że będziemy zdolni w pełni kontrolować zjawiska naturalne zachodzące na naszej planecie i eksploatować wszystkie dostępne źródła energii odnawialnej. Być może zbudujemy nawet napęd, pozwalający odbywać podróże międzygwiezdne.

Zwykli ludzie, w obliczu własnej bezsilności, w zderzeniu z fikcją obecnej demokracji przedstawicielskiej, mogą jedynie szydzić z ?wielkiej polityki?.

To właśnie dzięki globalnej sieci doświadczamy pierwszych symptomów powstawania nowego porządku. Dlaczego bowiem te same memy są zrozumiałe na całym świecie dla wszystkich, którzy na bieżąco korzystają z Internetu? To element wspólnej, globalnej kultury, podobnie jak filmy z Hollywood, pizza, coca-cola i język angielski.

Niektórym trudno jednak pogodzić się z tym, że cywilizacja typu I oznacza również świat zunifikowany pod względem wartości i religii. Rządy państw zamkniętych, takich jak Iran czy Korea Północna, otwarcie sprzeciwiają się postępowi i grożą agresją. Praktyka blokowania obywatelom dostępu do globalnego Internetu to nic innego, jak odmowa uczestnictwa w tworzeniu ogólnoświatowej kultury typu I. Niewykluczone więc, że zanim do tego dojdzie, wszyscy się pozabijamy.

Jak żyć, czyli polityka w przyszłości

Paradoksalnie, właśnie dzięki globalizacji wartości i kultury, coraz więcej ludzi dostrzega wartość pracy na rzecz lokalnego środowiska. Tzw. zwykli ludzie, w obliczu własnej bezsilności, w zderzeniu z fikcją obecnej demokracji przedstawicielskiej, mogą jedynie szydzić z „wielkiej polityki”. Będą poszukiwać więc narzędzi sieciowych, które pozwolą im zwiększyć kontrolę obywatelską nad procesami decyzyjnymi.

Być może dzięki temu za kilkadziesiąt lat rola skompromitowanych, przestarzałych państw zostanie ograniczona na rzecz planetarnej reprezentacji Ziemian, a rzeczywistą władzę będą sprawowali obywatele świata za pomocą Internetu. Sieć zapewni im również dostęp do informacji, niezbędnych do podejmowania decyzji. I tu wracamy do punktu wyjścia – ludzie posiądą tylko tyle wiedzy, ile im się udostępni.

Kto mówi prawdę, a kto oszukał? Ile sprzeniewierzono pieniędzy w danym ministerstwie? Kto, ile i za co zarobił w spółce Skarbu Państwa? Takie informacje dostępne są tylko dla wtajemniczonych. Dotarcie do źródła informacji w realnym świecie nigdy nie jest proste – oprócz ruszenia się sprzed komputera, wymaga odpowiedniej wiedzy i umiejętności, posiadania odpowiednich kontaktów lub przeprowadzenia wnikliwej analizy dokumentów.

Ludzie, którzy chcą podejmować słuszne decyzje i poznać prawdę, stoją więc przed wyborem – poświęcić własne zasoby jej na poszukiwanie w realnym świecie, albo zaufać niezależnym specjalistom, którzy zrobią to za nich.

Podziel się
Przeczytaj również
Komentarze

Nasi partnerzy

© 2018 Fundacja Wspierania Inicjatyw Młodzieżowych 4YOUth. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydawca serwisu Marketing Polityczny na podstawie art. 25 ust. 1 pkt. 1 lit. b) ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631, Nr 94, poz. 658 ze zm.), wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów zamieszczonych na portalu www.marketingpolityczny.org jest zabronione.